środa, 1 czerwca 2011

Janiaczyk ocenia dwa ostatnie swoje starty.Na swoim kolarskim blogu Błażej Janiaczyk reasumuje swoje ostatnie starty. Zawodnik CCC Polsat Polkowice z dobrej strony pokazał się na trasie Bałtyk-Karkonosze Tour, z kolei w berlińskim ProRace na przeszkodzie stanął mu upadek niedaleko od mety.

- Bałtyk-Karkonosze Tour oraz ProRace w Berlinie za mną.

- Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie na drugim etapie Bałtyk-Karkonosze zawdzięczam w pełni całej mojej drużynie, która w 100% wykonała wspaniałą pracę dla mnie. Tak samo było na trzecim etapie, ale popełniłem błąd w końcówce. Jechałem ostatniemu rozprowadzającemu tzn. Bartłomiejowi Matysiakowi na zakładce akurat od tej strony, w którą odbijał i żeby uniknąć kolizji musiałem zahamować, a że zostało 200 metrów do mety rywale zdążyli mnie wyprzedzić.

- Zwycięstwo było blisko, ale nie udało się powtórzyć drugiego etapu. "Okraj" (czasówka na Przełęcz Okraj) decydowała o klasyfikacji generalnej. Co mogę powiedzieć, wygrał najmocniejszy tego dnia, bo jazdę pod górę słaby kolarz nie wygra. Ja pojechałem na maksimum moich możliwości, ale niestety to zabrakło do pierwszego miejsca. Skończyło się na szóstym (siódmym, przyp. red.), potem jeszcze walczyłem na ostatnim etapie, żeby wskoczyć na podium, jednak zabrakło. Grupa dosłownie na ostatnich metrach mnie doszła i skończyło się tylko na czwartym miejscu na etapie.

- Na przemyślenia po Bałtyk-Karkonosze nie było czasu, bo zaraz po szóstym etapie pojechałem na ProRace Berlin. Wyścig został rozegrany w okolicach Berlina. Cały czas po płaskim terenie, zaraz na początku poszła ucieczka, w której niestety nie było nikogo od nas. Ja na początku cierpiałem, ale za to była reszta ekipy, która wyszła na czoło peletonu i przez większość wyścigu goniła ucieczkę.

- Wiedzieliśmy, że Andre Schulze dobrze się czuje i będzie walczył, więc chłopacy długo się nie zastanawiali. Niestety na 6 km przed metą uczestniczyłem w kraksie, leżał również Schulze. Mi się jeszcze udało dojść peleton i zafiniszować na czternastym miejscu. Andre miał mniej szczęścia .Taki jest sport. Raz jest lepiej, raz gorzej, niektóre rzeczy są niezależne od nas.

- Moim następnym startem będzie klasyk w Niemczech - 12 czerwca, a dokładnie w Lipsku (Neuseen Classics-Rund um die Braunkohle).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz