W 46. Szlakiem Grodów Piastowskich Błażej Janiaczyk zajął ostatecznie czternaste miejsce. Na pierwszym etapie do Legnicy zawodnik CCC Polsat Polkowice przegrał finisz jedynie z Czechem Jiri Hochmannem (Dukla Praga). Na swoim blogu Janiaczyk ocenia zakończoną tegoroczną edycję Grodów.- Grody, Grody i po Grodach. Najważniejszy dla naszego zespołu wyścig początku sezonu za nami. Początek jak zawsze w Legnicy, czyli kryterium uliczne na krótkiej rundzie z odcinkiem brukowym, pierwsza próba sił. Ja osobiście bardziej koncentrowałem się na pomocy kolegom, niż na sobie. Opłacało się nasz sprinter Andre Schulze po walce zajął drugie miejsce.
- Pierwszy etap generalnie można powiedzieć, że przejechaliśmy spokojnie do pierwszych Podgórek, gdzie była umiejscowiona premia górska. Na każdym z tych podjazdów coś się działo, ale akcje prędzej czy później były zamykane przez peleton i można było się spodziewać finiszu z zasadniczej grupy. Schulze nie czuł się najlepiej na tym etapie, więc mogłem pojechać na własne konto. Finisz nie należał do łatwych. Miałem dobre nogi w ten dzień i z pomocą zespołu - głównie Tomasza Kiendysia - wywalczyłem drugie miejsce...
- Na drugi dzień z rana mieliśmy jazdę indywidualną na czas. Spodziewałem się lepszej pozycji niż 18. miejsce, no ale takie jest kolarstwo. Popołudniowy etap nie był szczęśliwy dla naszego zespołu Schulze złapał gumę na dwa kilometry do mety. Jak później się dowiedziałem, to samo spotkało "Rutka" (Marka Rutkiewicza, przyp. red.), "Moraja" (Jacka Morajko, przyp. red.) i "Witka" (Mariusza Witeckiego, przyp. red.), którzy praktycznie na tej samej rundzie złapali gumę. Niestety ten ostatni już nie doszedł, ale oddał koło "Rutkowi", tak więc było gorąco.
- Ostatni dzień zmagań zapowiadał się trochę nerwowo. Przegrywaliśmy wyścig, ale byliśmy nastawieni bojowo i każdy chciał żeby któryś z nas mógł wygrać Grody. Myślę, że kibice nie zawiedli się naszą postawą na trasie czwartego etapu. Atakowaliśmy lidera od początku. Najpierw "Moraj" przez długi czas uciekał. Następnie ataki "Bodka" (Łukasza Bodnara, przyp. red.), "Rutka", "Mańka" (Tomasza Marczyńskiego, przyp. red.) sprawiły, że lider ze swoim zespołem musiał się ciężko napracować, aby się obronić. W dodatku z peletonu zrobiły się małe grupki.
- Niestety Słoweniec okazał się bardzo mocnym zawodnikiem. Zdołał dowieść koszulkę lidera do końca. Nam pozostało się cieszyć ze zwycięstwa "Rutka" na etapie. Osobiście jestem zadowolony z mojej jazdy. Moją domeną nie są ataki pod górkę, których było dużo na Grodach. Starałem się jechać w gronie najlepszych zawodników najdłużej, jak się da. Ostatecznie przyjechałem trzy minuty za zwycięzcą, ale wciąż w czubie peletonu.
- Summa summarum pojechaliśmy naprawdę dobry wyścig. Niestety liczy się końcowy wynik, który po walce do końca przegraliśmy z Robertem Vrecerem (Perutnina Ptuj, przyp. red.), ale za to wygraliśmy czwarty etap, klasyfikację drużynową oraz zajęliśmy drugie, trzecie, jedenaste, czternaste i piętnaste miejsce w generalce, co świadczy o tym, iż nasze przygotowania nie poszły nadaremno. Następny wyścig to Bałtyk-Karkonosze-Tour.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz